środa, 13 stycznia 2016

Zima w moim sercu; Rozdział II

Lekcja chemii dobiegła końca. Wyszłam z klasy jako ostatnia, ale nie dlatego, że pisałam dłużej. Zbierałam prace innych uczniów zgodnie z numeracją w dzienniku, aby nauczycielka się nie pomyliła. Gdy już odkładałam prace na biurku, Panna YeonHee chwyciła mnie za rękę. Z przerażeniem spojrzałam na nasze dłonie.

- Hyeri, widzę, że coś ci jest. Napisałaś test w piętnaście minut, a potem wyglądałaś za okno ze smutkiem. To nie jest do ciebie podobne, kochana. – powiedziała w troską w głosie. Zawsze mnie lubiła, ja ją też, ale teraz trochę się bałam. Bałam się jej zaufać.
- Nic mi nie jest, proszę pani. Po prostu się zamyśliłam, to naprawdę nic ważnego. – uśmiechnęłam się lekko. – Proszę się nie martwić!
- W porządku, powiedziałabyś mi, gdyby było, prawda? – spytała. Puściła moją dłoń. – A teraz powiedz, idziesz na konkurs przedmiotowy z chemii? Masz wielki potencjał, wierzę w ciebie. – uśmiechnęła się szeroko, zrobiło mi się głupio, że ją okłamuję.

- Oczywiście, proszę pani. - powiedziałam z bólem.
Po wyjściu z pracowni chemicznej udałam się na lekcje biologii. Musiałam znaleźć SooYou i Jimina. Pierwszy napatoczył się Jiminnie.
- Ty! – krzyknęłam za nim – Co ty sobie wyobrażasz? – speszony chłopak natychmiast odwrócił głowę w moją stronę.
- Um... Noona? Co się stało? – zapytał, a jego oczy powędrowały na lewo. Kłamał, że nie wie.
- Nic, spóźniłeś się, nie nauczyłeś na chemię, zadajesz się z Namjoon'em, a ja mam za ciebie wszystko robić. – powiedziałam spokojnie.
- Um... Noona, ale to moja sprawa, z kim się zadaję. – powiedział – A nie nauczyłem się, bo...
- Nawet się nie tłumacz! Nie będę więcej za tobą sprzątać twojego chlewu! – przerwałam mu w środku zdania i wybiegłam ze szkoły. Chrzanić Jimin'a.
Miałam znaleźć SooYoung, ale nie miałam pojęcia, gdzie się podziewa. Poszłam więc w samotności do parku niedaleko szkoły, aby w odpowiednim czasie do niej wrócić. Nie będę opuszczać lekcji. Usiadłam na ławkę, aby móc spokojnie się wypłakać. Łzy napłynęły mi do oczu. Znowu wspomnienia mnie nękały.
- Naprawdę myślałaś, że byłem z tobą, bo cię kochałem? – spytał z kpiną w głosie. – Głupia! Znosiłem cię tylko dlatego, aby być bliżej SongMin! To jest dziewczyna, a nie, taka ty. Włosy niczym siano, jesteś gruba i do tego przeraźliwie brzydka. Masz lustro w domu, czy już pękło?
- Ale... MinHyuk, ty... kłamałeś? Nienawidzę cię!

Tak wyglądała moja pierwsza miłość. Kim MinHyuk, to on po raz pierwszy przyłożył do mojego serca lód. Wtedy jeszcze miałam obie przyjaciółki i pocieszały mnie. SongMin wybiła MinHyuk'owi i mnie, i siebie z głowy. Cieszyłam się, że mam kogoś na kim mogę polegać. Ale złamane serce goi się długo i bardzo boli. Potem było tylko lepiej, znalazłam sobie kogoś innego, ale dopiero po dwóch latach. Miałam problem z zaufaniem innym.
- Hyeri-yah, dlaczego nic nie mówisz? – spytał KyungDae – Zrobiłem coś nie tak?
- Nie, absolutnie, tylko... - głos zaczął mi się łamać, a do oczu przypłynęły łzy. – Nie umiem nikomu obcemu zaufać. Już raz mnie zraniono. Boję się...
- Hyeri-yah, rozumiem twój strach i ból. Mogę poczekać, jeśli tego właśnie ci potrzeba. Przyjaciele? – zapytał z uśmiechem.
- Przyjaciele.
I na tej przyjaźni się skończyło. Nigdy mu nie zaufałam w pełni. Byliśmy bardziej jak... rodzeństwo. Umówiliśmy się, że dalej nie pójdziemy. KyungDae znalazł sobie inną, cieszyłam się jego szczęściem. Niedługo potem wyjechał do USA, aby tam się uczyć. Kontakt zaczął się urywać. To także był dla mnie cios. Szybko otarłam moje łzy i sprawdziłam godzinę. Miałam jeszcze 5 minut aby wrócić na lekcję. Postanowiłam pobiec, muszę jeszcze się trochę „poprawić".
Gdy byłam już w stanie stanąć przed resztą klasy, chwyciłam swój plecak i stanęłam przy drzwiach. Nie miałam ochoty na nich patrzeć. A propos patrzenia, czułam na sobie czyjeś spojrzenie. Włożyłam do uszu białe słuchawki i włączyłam Big Bang – Loser. Muzyka z łatwością odcięła mnie od świata zewnętrznego. Nagle, jakby z ziemi wyrósł, obok mnie pojawił się mój brat.
- Hyeri. – słyszę go, ale nie zamierza nic więcej z tym robić. No, może poza podgłośnieniem muzyki. – Będziesz mnie teraz ignorować? – zapytał. – Noona, porozmawiajmy, to ważne.
- Za to ty jesteś nieważny. Daj mi spokój, Jimin. – odrzekłam z głosem pełnym opanowania. Chłopak jęknął niezadowolony. Po chwili zerwał mi słuchawki z uszu.
- Czy mogłabyś poświęcić mi pięć minut ze swojego życiorysu?! – krzyknął.
- Nie będę tracić na ciebie nawet pięciu minut. Mam dość, Jimin.
Chłopak nie przejął się moimi słowami, chwycił mnie za nadgarstek i zaczął gdzieś prowadzić. Po kilkunastu sekundach byliśmy w szatni. O tej porze zawsze było tu pusto. Gdy zatrzymaliśmy się, Jimin pocałował mnie w czoło i przytulił do siebie. Nie musiał już nic mówić. Mocno go objęłam rękoma. Tego teraz potrzebowałam – brata.

- A teraz mów, co cię trapi. Nie lubię, kiedy jesteś smutna. – oznajmił.
- Jiminnie, bo... ja sama nie wiem co mi jest. – powiedziałam, nie mijając się z prawdą. – Po prostu... nawiedziły mnie wspomnienia. – wiedział, o czym mówię, on także mi wtedy pomagał.
- A kto je w tobie obudził? – patrzył mi głęboko w oczy. Bałam się tego pytania.
- Ja... nie... - posłał mi mordercze spojrzenie, był niczym Bazyliszek, wystarczyło aby nasze oczy się skrzyżowały, a ja już mówiłam więcej niż bym chciała. – To przez Namjoon'a.
- Ale co on ci takiego zrobił? – zapytał zszokowany.
- Nie wiem. On... Niszczy wszystkie bariery, które sobie ustawiłam. A największy problem jest w tym, że właśnie nic nie robi. – wyłkałam. Jeszcze raz mnie przytulił.
- Ty się po prostu zakochałaś, Hyeri. – powiedział. – A teraz wracajmy na biologię.
Lekcje biologii zawsze były ciekawe, ale jakoś dzisiaj nie miałam ochoty słuchać o genetyce żab. Znów wyglądałam przez okno, z niechęcią notując. Jakoś nie chciało mi się, nie jestem w nastroju. SooYou zaś uważała i patrzyła się na biolożkę jak zaczarowana. Zawsze lubiła ten przedmiot, ja zresztą też. Było mi przykro, że jej nie słuchałam, ale co mogę zrobić? Serce nie sługa. Z cudownego świata fantazji i własnych myśli wyrwał mnie dzwonek, ale szybko zleciło.

Resztę lekcji byłam tak samo zamyślona. W pewnym momencie, przyłapałam się na tym, że na niego patrzę. Ze mną jest coraz gorzej. SooYou zaprosiła mnie na buble tea, nie mogłam jej odmówić. Gdy poszłyśmy w ciszy do celu naszej podróży, zamówiłam napój o smaku zielona herbata>zielone jabłko>truskawkowe bobba. Moja przyjaciółka z zainteresowaniem mi się przyglądała.

- Powiesz mi w końcu o co chodzi, czy mam cię ciągnąć za język? – spytała. – O co poszło z Jiminem?
Opowiedziałam jej wszystko. Co jak co, ale jej ufałam, była moją najlepszą przyjaciółką. Myślę, że raczej nie zacznie się ze mnie nabijać. Siedziała w zadumie, przygryzała słomkę. A co, jak mnie wyśmieje? Nie, Hyeri, koniec, daj sobie spokój. Ze zdenerwowania zaczęłam zdrapywać lakier w odcieniu nude z paznokci. Czekałam na jej odzew, ale ona jak na złość milczała. Kurde, SooYou, odezwij się, doprowadzasz mnie do szaleństwa.
- Myślę, że ty po prostu się zakochałaś, Unnie. – powiedziała w końcu
- A da się to leczyć? – spytałam z żalem w głosie. Ona za to się uśmiechnęła.
- Nie, niestety. Uwierz mi, ja już próbowałam. – spojrzała na mnie z politowaniem – Ale ty się za bardzo boisz. Daj sobie czas. A co jeśli on też się w tobie zakochał? – rzuciła tezę.
- Nawet nie krakaj. Chodź, robi się tłoczno, moja mama zrobiła obiad. – powiedziałam, niby od niechcenia. Tak naprawdę aż we mnie wrzało.
Gdy doszliśmy do mojego domu najpierw udałyśmy się do mojego pokoju, aby skorzystać z mojej łazienki. Tak, miałam własną. Moi rodzice byli trochę dziwni – tu, w Korei preferuje się małe mieszkanka. Oni zaś, na wszystkiemu na opak, kupili duży, dwu piętrowy apartament. Miałam więc własną łazienkę. Obie weszłyśmy, aby umyć ręce. Zeszłyśmy na dół, na posiłek. Schody były koloru ciemnego orzechu, tak jak i inne meble w tym domu. Na ścianach dominował beż i czerwień. W jadalni czekał mój tata, mama i Jimin. Zawsze mieliśmy dodatkowy zestaw, często SooYoung z nami jadała. Usiadłam obok mamy, a SooYou obok Jimin'a i mnie. Dziś na obiad było sushi, więc byłam w niebie. Zjadłam trochę więcej niżeliby normalnie, gdy posiłek dobiegł końca, kopnęłam na odchodne mojego brata, z czystej złośliwości. Oczywiście nikt nie widział, byłam w tym mistrzem. Zasiadłyśmy na kanapę w salonie, aby oglądnąć dramę. Akurat leciała „Kill me hill me", więc już po kilku minutach obie płakałyśmy jak bobry.
Następnego dnia mieliśmy wolne od szkoły, tak jak w każdą sobotę. Była późna jesień, nie mogłam się doczekać, aby jeździć na łyżwach. Co prawda, lodowiska były już otwarte, ale jakoś dziwnie było mi z nich korzystać jesienią. Postawiłam więc na spacer. Poszłam do łazienki aby się ogarnąć, ubrać. Ze zgodą rodziców nie było większego problemu. Szłam myśląc o moich uczuciach. A co jeśli on się po prostu mną bawi? Westchnęłam. Miałam dość zastanawiania się o co w tym wszystkim chodzi. Zaczęło mżyć, nie miałam parasola, więc zrezygnowałam ze spaceru. Gdy wróciłam do domu, Jimin'a nie było. Tata siedział w salonie, oglądając jakieś programy w telewizji. Poszłam do kuchni, czekała tam moja mama. Gdy chciałam jej coś powiedzieć, musiałam użyć czegoś, co ją zirytowało. A ja po prostu upomniałam się o zaległe zakupy; jadałam inne rzeczy niż reszta rodziny. Po kłótni jaka miała miejsce, ponownie się ubrałam i wybiegłam z domu, uprzednio biorąc parasolkę. Znów zachciało mi się płakać. Deszcz z impetem uderzał o chodnik.

Gdyby tylko ten deszcz mógł zmyć cały mój ból... - mruknęłam
Ulice były pełne, nikt nie przejmował się taką małą mrówką jak ja. Ludzie pędzili, byleby uciec przed deszczem. Tak właśnie wygląda życie w dużym mieście – mają cię w dupie. Przestajesz ich interesować, po prostu; bez większych powodów. Znikasz, przestajesz się dla nich liczyć. Nie mówię o wszystkich, ale o dużej części. Niech pada całą noc. Deszczowe dni przypominały mi jak bardzo życie potrafi być żałosne; samotne, deszczowe dni. Nie wiem nawet gdzie mogłabym się udać; Jimin zniknął, SooYou ma własne życie i problemy, nie będę jej zaprzątać głowy. Niech pada mocniej.

2 komentarze:

  1. Naprawdę mi się spodobało to opowiadanie. Czekam na kolejny rozdział ♥

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeju, kocham to <3 Super napisane!

    OdpowiedzUsuń