Było ciepłe, a wręcz upalne lato. Było tak on lubił. Spacerowali po lesie, na przedmieściach Ilsan. Drzewa, które teoretycznie dawały cień, na niewiele się zdały. Przeklęty klimat.
- No i co fajnego w lecie, huh? – zapytała z przekąsem.
- To, że mogę je z tobą spędzać – wyszczerzył się, ukazując szereg białych zębów.
Odkąd się znali, jedno uczyło drugie, jak zamknąć sobie usta. Ich relacja była dziwna, a oni to wiedzieli.
- Udało ci się, Kim Nam Joon – zaśmiała się. – Jeden zero dla ciebie.
Błądzili ścieżkami już dobre kilka godzin, trzymając się za ręce. Od pamiętnego biwaku, na którym nie złapali nic, poza przeziębieniem i jakąś opętaną żabą, ich znajomość ewoluowała, jak pokemony, które łapali, chociaż uważali to za głupie. Na co komu logika?
Nie ustalali niczego, jak to jest w książkach. Po prostu upgradeowali system i z przyjaciół stali się parą.
W międzyczasie zdążyła go zmusić do rozjaśnienia włosów, a on kazał jej malować usta na pomarańczowo. Byli absurdalni, ale wyglądali razem dobrze. Wbrew pozorom, byli zgodni i aż miło było patrzeć, jak ona żartuje z niego i na odwrót.
- W sumie lato nie jest takie złe – rzuciła, rozglądając się po okolicy. O ironio, wszystko wyglądało tu tak samo; jakieś drzewa, krzaczki i ściółka. – Ale twoje buty są okropne – dodała, zniesmaczona, patrząc na to... coś.
- Akceptuj moją indywidualność, Cha Song Yeon.
- Jesteś jak dziewięćdziesiąt procent populacji, nie ma w tobie nic niezwykłego – rzekła z wyższością. – Jeden jeden.
- A mimo to dalej mnie kochasz. Dwa jeden.
- Kto ci takich farmazonów naopowiadał? – wybuchła śmiechem. – Dobre sobie, dwa dwa.
- Pamiętasz, jak wylałam na ciebie sok porzeczkowy?
- Ta... Nigdy ci tego nie wybaczyłem – zachichotał.
Zatrzymali się gdzieś bardzo daleko, w ogóle nie bacząc na drogę powrotną, nie zważywszy na późną porę. Około dziesiątej zaczęło robić się ciemno, a Song Yeon mogła wreszcie popatrzeć na księżyc.
Zaczęła sobie nucić, od tak.
Piąta cecha panny Cha – piękny głos.
- A może zostanę idolką? – zapytała. Zakrztusił się powietrzem. – Jestem w końcu śliczna, szczupła i utalentowana. Czego chcieć więcej?
- Jesteś za stara, Kim Song Yeon.
- Co?
Czy on właśnie nazwał mnie swoim nazwiskiem? Jej myśli ją pokonały, serce przyspieszyło, a wzrok zaczął błądzić po okolicy, jakby szukał odpowiedzi.
- Oops – teatralnie zakrył usta dłonią. – Co teraz zrobimy?
Patrzyła na niego, jak na idiotę. Przystanęła w miejscu. Naprawdę nic nie rozumiała.
- Czy ty sobie właśnie żartujesz?
Uśmiechał się jak nienormalny. Czyli jednak zabawił się moimi uczuciami, pomyślała. Prychnęła pod nosem i ruszyła przed siebie. Nagle poczuła żal. Mają już dwadzieścia sześć lat, są parą od trzech... Na litość boską, mógłby się zdecydować. Nie chciała być panną młodą ze zmarszczkami. Jej rozemocjonowanie wzięło nad nią górę, bo po chwili poczuła łzy cisnące jej się do oczu.
Wiedziała, że był upośledzony społecznie i jego umiejętności społeczne pozostawiały wiele do życzenia, ale... Do cholery, chyba komuś zbliża się okres.
- Gdzie idziesz, najukochańszy skarbie? – zawołał, podbiegając do niej. – Kochanie moje...
- Jak najdalej od ciebie, dupku – warknęła.
- Ale wtedy nie będę miał jak ci się oświadczyć, Cha Song Yeon – te słowa sprawiły, że zatrzymała się, a on wpadł jej na plecy. Powoli się odwróciła, zadzierając lekko głowę, aby spojrzeć w te ciemne, niewielkie oczy i wyłapać ewentualną kpinę. – Wiesz, że nie jestem dobry w wygłaszaniu wzruszających mów, że nie jestem dobry w wyrażaniu uczuć... Kocham cię i chciałbym stworzyć z tobą rodzinę. Więc...
- Tak, matko boska, Nam Joon, tak – krzyczała, płosząc zbłąkanego króliczka, który przyglądał się temu z politowaniem. Gdyby wiedział, że tacy szaleńcy kręcą się tu po nocy, nie wychodziłby z domu.
Nie zmienia to jednak faktu, że cała ta scena była wzruszająca. Jeżeli umiałby płakać, z pewnością ocierałby łzy z szarego futerka. Niczym w filmach, rzuciła mu się na szyję, a on okręcił ją kilka razy wokół siebie.
- Jesteś wspaniała i w ogóle, ale – wydyszał, gdy już ją postawił na ziemi – schudnij troszeczkę, Song Yeon.
- Zawsze rujnujesz takie wspaniałe chwile – westchnęła zrezygnowana.
- Będzie ich jeszcze miliardy, Kim Song Yeon.
To nie jest koniec, jak coś ♥
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz